piątek, 3 czerwca 2016

Dla ciebie mogę poruszyć nawet świat

-Nienawidzę cię!-te słowa tłumiły się po głowie  zapłakanej szesnastolatki. Łzy spokojnie spływały po jej zaczerwieniałych polikach. Tak bardzo cierpiała. Te wszystkie krzywdy,które były wyrządził jej ON. Chciała położyć się na podłodze,płakać,ale nie mogła. Nie tu, nie teraz. Chciała pokazać dla niego,że była silna. Tak jak kiedyś. Lecz to była przeszłość. Teraz jest inaczej.

Książki potoczyły się z moich dłoni na podłogę. Wzięłam wdech i schyliłam się. Dotknęłam książki i wtedy właśnie poczułam czyjąś rękę. Moja głowa pofrunęła w górę. Zobaczyłam śmiejącego się szatyna. Patrzył wzrokiem wlepionym we mnie. W ręce trzymał mój podręcznik od chemii. Wyrwałam mu go i znienawidzonym wzrokiem spojrzałam na niego,a po chwili odeszłam,zostawiając go w tłumie śmiejących się osób. Miałam ochotę wyrwać mu te włosy,sterczące do góry.


PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ:
W nowej szkole czuje się świetnie. Osoby w mojej klasie są naprawdę miłe i mam nawet przyjaciółkę.  Nina. Ale jest także jedna osóbka,która niszczy mój świat. Nigdy nie miałam wroga. Przenigdy i tak raptem zjawia się on. Matteo. Chłopak,który nigdy nie daje mi spokoju.
-Hejka,kelnereczko.-uśmiecha się i jedną ręką opiera o moja,niebieską,ozdobioną szafkę. Wzycham i mamroczę coś pod nosem.  Mam jego dość. Przecież ma dziewczynę i zawsze moze do niej puść,ale on musi nacieszyć się mną,moja głupią osobą!
-Przestań,idioto.-piszczę i odchodzę od niego. Gdy mam otwierać już szkolne drzwi widzę jego zdołowaną,ale i złą minę. Po chwili jego ręka z siłą wali w szafkę i siada. Chowa twarz w dłoniach. Czego on ode mnie chce?

-Dla ciebie mogę poruszyć nawet świat.-łzy ciągle się pietszyły na moich policzkach. Czas mijał,a czerwone plamy i opuchnięte oczy nie schodziły. Nadal po mojej twarzy kapały łzy. Tak jakby padał teraz deszcz łez. Jakbym w nim była,jakby one mnie zabijały,a ja umarła.

PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ:
Dziwi mnie jedna rzecz-Matteo jest dla mnie miły i chyba skreśle go z listy wrogów. Zachowuje się jak mój kolega. Stawiał małe kroczki. Teraz  jak przychodzi do restauracji,w której pracuję cieszy mnie bardzo ta wiadomość. 
-Hej.-zaczyna.-Możemy po lekcjach umówić  się w parku?-słyszę obok siebie jego słumiony wzrok. Potakuję,a on odchodzi.

-Podobasz mi się.-słyszę jego nieśmiały głos. Unoszę kąciki ust mimowolnei do góry i wtedy słyszę dziwny głos. Najlepszy przyjaciel Matteo nas nagrywa.
-Co ty robisz?!-krzyczę.
-Matteo i ja założyliśmy się o ciebie.-wyjaśnia,a ja czuje jak do moich oczu napływają łzy. Nie chcę go znać.

-Muszę ci to wyjaśnić!-chwyta moja rękę. Zatrzymuję się. -Moja matka ma raka,a ja nie miałem pieniędzy na operację. 
-Wykorzystałeś mnie.-mówię oschle w jego stronę.
-Ale ja naprawdę ciebie kocham!-czuję,jak jego zzimniałe dłonie dotykają moich.

To koniec. Rok temu wzięłam rozwód z Matteo. Zdradził mnie i powiedział,że od kilku miesięcy mnie już nie kochał. Nie chcę nikogo innego i wtedy właśnie słyszę otwierające się drzwi. Podchodzę. Kto ma klucze od domu? Wtedy widzę klęczącego Matteo z kwiatami w ręku.
-Wybacz mi. 
Robi mi się momentalnie sucho w gardle.
-Za późno.-wyduszam z siebie i odchodzę. To była najgorsza decyzja w moim życiu,bo po kilku dniach ponownie wrócił do swojej byłej,lecz z przymusu. Kochał mnie. Nie mógł wytrzymać. Dlatego po kilu miesiącach policja znalazła go w wannie. Leżał we krwi. Próbował skoczyć z mostu,ale powstrzymał go przyjaciel. Skończył w wannie. Podciął sobie żyły. Nie chciał tak dalej. Ja także.